Wiadomości z Rosji

Znajdujesz się na blogu, który zawiera przetłumaczone przez jego autorkę, w sposób mniej lub bardziej dosłowny, artykuły zaczerpnięte z rosyjskich portali internetowych, pogrupowane w kilka kategorii, razem tworzące ciekawą, kolorową mozaikę, pozwalającą na spojrzenie na Rosję z wielu perspektyw i zafascynowanie się jej różnorodnością. Pod każdym tłumaczeniem zamieszczone jest nazwisko autora tekstu, źródło oraz data publikacji, o ile jest wiadoma. Serdecznie zapraszam do lektury bloga, w którym każdy odwiedzający z pewnością znajdzie coś interesującego.



niedziela, 15 stycznia 2012

Jewgenija Czirikowa - obrończyni Lasu Chimkinskiego

Jewgenija Czirikowa jako symbol dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego. Reportaż Pawła Szeremieta.

Na polityczną przedscenę na miejsce funkcjonariuszy partyjnych przyszli aktywiści prosto ze społeczeństwa. Symbolem tych przemian stała się Jewgenija Czirikowa, liderka obrońców Lasu Chimkinskiego.

Z jakiegoś powodu wszystkich interesuje zdrowie psychiczne Jewgenii Czirikowej z miasta Chimki. „A ona po prostu nie zwariowała?” – ostrożnie pytają ci, którzy sympatyzują z jej walką o Las Chimkinski. „Nie, no ona przecież jest wariatką”, - stawiają precyzyjną diagnozę urzędnicy, których drażni jej polityczna aktywność. Otwarci wrogowie Czirikowej piszą, że jest zdrajczynią Ojczyzny, która sprzedała się Amerykanom, i nie wiadomo dlaczego również napomykają o problemach ze zdrowiem – „pięć urazów czaszkowo-mózgowych”. W tym medycznym sporze nie można w żaden sposób obronić Czirikowej – zaświadczenia bowiem nie posiada. Co prawda, urazów czaszkowo-mózgowych, na szczęście, również nie miała. Raz zraniła się w nogę, kiedy z pobratymcami w walce stanęła na drodze buldożerom. Drugi raz zadrasnęła ją drzazga, wszak kiedy drwa rąbią, to i wióry lecą.
http://www.svobodanews.ru/content/article/2255008.html
Czirikowa jeszcze się jakoś łatwo wywinęła. Głównego redaktora gazety „Chimkinskaja Prawda” Michaiła Beketowa, krytykującego miejską i obwodową administrację za wyrąb lasu w Chimkach pod budowę trasy Moskwa – Sankt-Petersburg, prawie nie zabito w listopadzie 2008 roku, zamieniając go w inwalidę. Drugiego chimkinskiego aktywistę Konstantina Fetisowa pobito w listopadzie 2010 roku. Bili go po głowie pałką bejsbolową. Fetisow był w śpiączce przez kilka miesięcy. Przestępstwa nie ujawniono do tej pory. Jewgenii także wielokrotnie grożono. „Ponieważ nie jestem samcem alfa, oni przez długi czas nie sądzili, że mogę przedstawiać dla nich jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Z tego też powodu długo mnie nie ruszano, - twierdzi liderka ruchu „Ekologiczna obrona Obwodu Moskiewskiego” oraz niezarejestrowanego „Ruchu w obronie Lasu Chimkinskiego”. – Churchill również miał Gandiego za brudnego tubylca”. Jewgenija często wspomina Gandiego, jest jej idolem. Rozpoczynała jako obrońca lasu, znajdującego się naprzeciwko jej domu. Teraz porwała się na przemiany polityczne o zasięgu ogólnokrajowym.
Jewgenija Czirikowa jest przewodniczącą koordynującej rady wszystkich regionalnych organizacji społecznych w Rosji. Rozmawia się z nią trudno, co każde pięć minut rozlega się dzwonek w jej telefonie. Dzwonią zewsząd, gdzie wyrębują lasy albo łamią prawa zwykłych Rosjan. A przychodzi jeszcze godzić skłócone z powodu flamastra córeczki, wytłumaczyć starszej, dziesięcioletniej Lizie, dlaczego powinna być tolerancyjna w stosunku do swojej siostry, i przekonać młodszą, pięcioletnią Saszę, by nie skakała z drugiego piętra na łóżko Lizy, ponieważ trzeba o nią zadbać, wszak przeziębiła się i źle się czuje. Jewgenija koresponduje z żoną Nawalnego oraz żoną Udalcowa, próbując koordynować pomocą dla ich mężów, znajdujących się za kratkami, a także uzgadniać jakieś oświadczenia w przeddzień kolejnej akcji protestu w związku z wynikami wyborów parlamentarnych.
Pijemy herbatę w maleńkiej kuchni w dwupokojowym mieszkaniu i omawiamy „przestępstwa reżimu”, raz po raz odrywając się, by popatrzeć na bazgroły, które podsuwa nam na kartce Sasza, - „tata, mama, Liza, choinka”. Tani kandelabr na trzy świece, stojący na stole, nadaje naszym rozmowom przy herbacie oraz kanapkach z kiełbasą troszeczkę uroczystego charakteru. „Jestem pod względem socjalnym człowiekiem sukcesu. Mam wszystko, co potrzeba mi do szczęścia: mieszkanie, samochód, rodzinę, pracę, - Jewgenija kroi kiełbasę na grube talarki. – Zwykle nie jadamy kiełbasy, ale teraz czasy są ciężkie – w kraju rewolucja i dlatego nie zawsze zdążam z ugotowaniem czegoś”. Na początku 2011 roku chciano jej odebrać dzieci. 21 lutego rejonowe organy opieki mogły zrobić to z takiego powodu, że jakoby rodzice systematycznie torturują dzieci, głodzą, a także „utrzymują kontakty z podejrzanymi osobami”.
- Zaproponowaliśmy Miedwiediewowi wtedy 11 alternatywnych wariantów budowy drogi. I wtedy wyskoczyli z dziećmi. Pierwsza reakcja – panika, a potem dopadł mnie dziki gniew.
            Dzieci udało się wtedy wspólnymi siłami odbić, ale już od dawna cała rodzina żyje z przeświadczeniem tego, iż niebezpieczeństwo jest zawsze tuż obok. To typowe mieszkanie moskiewskiej inteligencji, zastawione półkami książek i zapełnione wszelkiego rodzaju ciekawymi, czasami zupełnie niepotrzebnymi przedmiotami. Jeśli Czirikowa nawet i sprzedała się „zagranicznemu lobby”, to umiejętnie ten fakt ukrywa. Pod stołem w kuchni szeleści biały szczur Kris, a dumą całej rodziny jest ogromne akwarium z rybkami morskimi.
            Do Chimek przeprowadzili się z Moskwy w 1998 roku, chcąc wyrwać się z mężem z dusznego miasta, by zamieszkać bliżej przyrody, w imię dzieci i ich zdrowia. Do 25 roku życia Jewgenija w ogóle nie interesowała się polityką i sama szczerze przyznaje, że z trudnem odróżniała Ziuganowa od Żyrinowskiego. Urodziła się w rodzinie inteligenckiej. Tato – doktor nauk fizyczno-matematycznych, wykładowca MIFI (ros. Московский инженерно-физический институт – Moskiewski Instytut Inżynieryjno-Fizyczny). Mama – urzędniczka państwowa. I Jewgienija nie jest głównym odszczepieńcem w rodzinie. Dima Czirikow, jej młodszy brat, nie usłuchał rodziców i nie został inżynierem. Jest utalentowanym iluzjonistą. Niedawno wygrał telewizyjny konkurs magików i iluzjonistów. Został nagrodzony wyjazdem na Międzynarodowy Konkurs Iluzjonistów w Monte Carlo. „Powiedziałam mu: Mitia, bądź unikatowy, inżynierów mnóstwo, a iluzjonistów mało, i jeśli otrzymałeś taki dar, to nie wolno go zakopywać. Ależ to był cios dla rodziców!” – śmieje się Jewgenija. Ona sama za to była pilnym dzieckiem i większą część swojego życia przeżyła według nakazów starszych.
            W 1994 roku Jewgenija ukończyła klasę literacką w szkole nr 201 im. Aleksandra Kosmodemiańskiego, a w 2000 roku – dwa wydziały Moskiewskiego Instytutu Lotniczego – inżynieryjny oraz ekonomiczny. Także mąż Jewgenii Michaił Matwiejew jest nie byle kim – to doktor nauk fizyczno-matematycznych. „Kiedy się poznaliśmy, miałam 20 lat i moim marzeniem były ładne paznokcie, wysokie obcasy i białe biuro. Byłam absolutnym kołtunem, pozbawionym jakichkolwiek ambicji politycznych. To wszystko było mi obce. Dopiero mąż pokazał mi inny świat. On ma ogromną głowę”, - przyznaje Czirikowa. W ich rodzinie wszystko jest w porządku, panuje pełna harmonia i swoją walkę o Las Chimkinski wiodą we dwoje, po prostu on – mózg, a ona – dusza tej walki.
            Oni we dwoje to odpowiedź na pytanie, jak rodzą się podobni społeczni aktywiści. Nieoczekiwanie i niepostrzeżenie.
            Młodsza córka Sasza jest rówieśnicą walki za Las Chimkinski. Kiedy Jewgenija była z nią w ciąży i codziennie spacerowała po lesie, zauważyła dziwne oznaczenia na drzewach. Okazało się, że przez las planuje się przeprowadzić ogromną autostradę, de facto pod oknami ich domu. Walkę o las zaczęli od kartek, które drukowali w mieszkaniu i sami rozklejali po okolicach.
http://newtimes.ru/articles/detail/25362
- Jestem maleńkim człowiekiem z Chimek i nie zapytano mnie o zdanie, kiedy zaczęli budować tę drogę i wyrąbywać las. Skończyłam klasę literacką i znam dobrze wszystko o maleńkim człowieku. Jestem tym samym Akakijem Akakijewiczem z gogolowskiego „Płaszcza”, którego nie spytano, ale który ma teraz Internet oraz głowę na karku. Nie rozumiem ludzi, którzy wzywają do pokory. Obecni gospodarze życia zaczną pomału – wytrzebią bogactwa naturalne, a na czym zakończą, tego ja już nie wiem, - Jewgenija mówi tak, jak gdyby znajdowała się na mityngu, - ostro, z przekonaniem i stanowczo.
            Jako ów „maleńki człowiek z Chimek” Jewgenija zdołała zjednoczyć wokół siebie niemało takich właśnie „maleńkich ludzi”, których nie dostrzega władza. Kandydowała na mera Chimek, budowała barykady w lesie, broniła się przed jakimiś bojownikami w maskach, potem także przed milicją oraz OMON-em. Zwykłym mieszkańcom Chimek na jakiś czas udało się powstrzymać budowę. Zmusili władzę do tego, by rozpatrzyła alternatywne warianty położenia drogi. Ale co tam rozpatrzeć, choćby zwrócić uwagę na krzątających się gdzieś tam na dole, na ziemi, „drogich Rosjan”.
            Jednak komisja państwowa  wicepremierem Sergiejem Iwanowem na czele odrzuciła wszystkie alternatywne warianty budowy i rok temu wydała decyzję, iż trasa szybkiego ruchu Moskwa – Sankt-Petersburg zostanie przeprowadzona mimo wszystko przez Las Chimkinski. Wtedy właśnie Czirikowa w imieniu wszystkich miejscowych aktywistów oświadczyła: „Rozpoczynamy polityczną walkę”.
- Jestem przedstawicielką klasy średniej. Mogę kupić mieszkanie, samochód, dzieciom dać dobre wykształcenie, a sobie – dobrą opiekę medyczną. Ale powietrza kupić sobie nie mogę i emigrować z kraju nie chcę. Nie ustąpię im. Jeden raz ustąpiłam, wyjechałam z Moskwy, gdyż tam nie dało się żyć, a teraz wyrzucają mnie również i stąd. Nie chcę uciekać przez całe życie, - wyjaśnia swoje motywy Jewgenija. 
            Bunt maleńkiego człowieka, nawet bunt maleńkiej kruchej kobiety może przekształcić się w coś dostrzegalnego.
            W marcu 2011 roku Jewgenija Czirikowa spotkała się z wiceprezydentem USA Joe Bidenem podczas jego wizyty w Rosji. Czirikowa opowiedziała mu o alternatywnych wariantach wyznaczenia trasy, proponowanych przez ekologów. Joe Biden wręczył Jewgenii nagrodę „Za odwagę” (Woman of Courage Award). W maju obrońcy lasu ponownie rozbili obóz na miejscu wyrębu i zaczęli powstrzymywać maszyny. Nawet obecnie przez całą dobę zawsze ktoś w obozie dyżuruje.
http://grani-tv.ru/tags/257/archive/5.html
              O, na przykład Andriej Tatiszczew. Powrócił do Rosji z Niemiec. Prowadzi nieduży biznes i posiada mieszkanie w Moskwie, ale kilka razy w tygodniu obejmuje wartę w obozie. W lesie czuje się człowiekiem, który robi coś naprawdę ważnego i poważnego w życiu. „Nasze doświadczenie jest wszystkim potrzebne, wszak komuś może nie wystarczyć słów, a komuś energii do obrony swoich praw”, - mówi Andriej. Ludzie z Chimek, a nawet z Moskwy, przywożą do lasu jedzenie i ciepłe ubrania. Kiedy rozmawialiśmy, przyszła jakaś emerytka. Specjalnie przygotowała bliny, a strażniczemu psu Bimowi przyniosła kości: „Weźcie, ja wszystko zrobiłam sama. I kości dobre, galaretę z zimnych nóżek sześć godzin gotowałam”. Ugościła nas blinami, pokarmiła psa i cichutko poszła do domu. 
- A więc przychodzą tu i wariaci?
- Nie mamy w lesie wariatów. Wariaci się nie przyjmują, bo nie zdolni do działań systemowych. Normalny człowiek, doprowadzony do określonego stanu, może wiele zdziałać. Świat dlatego jest taki ciekawy, bo jest różny. I jestem wdzięczna wszystkim ludziom, którzy ochraniają nasz kochany las. Jaka to różnica, jak wygląda człowiek, który chroni siebie albo stanął w twojej obronie, jaka to różnica, jaka u niego twarz”, - ostro mówi Czirikowa i wspomina swojego idola – Gandiego. – Na czas walki wszyscy zapominali o swoich odemiennościach, dlatego, że jeśli nas grabią, to my wszyscy występujemy wspólnie przeciwko złodziejom i oszustom. Nie interesują mnie podziały, interesuje mnie to, co jednoczy ludzi. Prawdziwa demokracja jest wówczas, kiedy wszyscy są razem, i trzeba ufać ludziom, oni sami doskonale się zorientują i sami wystawią swoje oceny.
            Latem Czirikowa zorganizowała w Lesie Chimkinskim forum obywatelskie „Antyseliger”, jako odpowiedź na akcję ruchu „Nasi”. W lesie na scenie występowali szanowani działacze społeczni. Razem z Aleksiejem Nawalnym Jewgenija była inicjatorką forum obywatelskiego „Ostatnia jesień”.
            Stopniowo przywykliśmy do tego, że polityków w Rosji zastąpili biurokraci, a partie przemieniły się w kluby amatorskiej twórczości. Ale ostatnimi czasy w aktywnym życiu miejsce skostniałych polityków zajęli aktywiści obywatelscy. I w tym także jest duża zasługa tej młodej kobiety.
- Robią ze mnie obrazek zwariowanej rewolucjonistki. A ja jestem spokojna, cicha dziewczyna, 13 lat żyję w związku małżeńskim z jednym człowiekiem. Jestem zwykłym człowiekiem, jakich wielu, który zajmuje się obroną swoich praw. Znam kobiety, które walczą o normalną służbę zdrowia. Znam mnóstwo ludzi, którzy adoptowali dzieci, i teraz przyszło im walczyć z tym potwornym systemem, który nie pozwala im te dzieci normalnie wychować i może je w każdej chwili odebrać. Znam ludzi, którzy walczą o zachowanie dziedzictwa kulturowego. To całkowicie normalne rodziny. Demonizują nas. Najbardziej naturalne, co może robić człowiek, to chronić to miejsce, w którym żyje, - przekonuje Jewgenija Czirikowa.
            Obecnie pochłonięta jest ideą solidarności różnych ludzi. I tylko o tym mówi:
- Najlepsze, co wydarzyło się w tym roku, - to jednoczące nas sprawy. My, obrońcy Lasu Chimkinskiego, jako pierwsi rozpoczęliśmy proces łączenia różnych ludzi. Tylko różni ludzie mogą dokonać feerii. Niemożliwym jest zrobienie czegoś olbrzymiego, poważnego przekształcenia w kraju, nie włączając w ten proces wielu różnych ludzi. Nikogo z naszego obozu nie wyrzucaliśmy, mamy tu i prawych, i lewych, wszyscy działamy wspólnie.
Oprócz pytań o zdrowie psychiczne aktywistki Czirikowej zawsze pytają o to, kto finansuje jej walkę, za jakie pieniądze żyje. Niczego nie ukrywa. Wraz z mężem utworzyli niewielką spółkę inżynieryjną, która zajmuje się ochroną aparatury elektrycznych podstacji. Mówi, że ten biznes już dawno by im zabrano, gdyby siedzieli cicho i nie sprzeciwiali się.
- Nie mogłabym zajmować się tym bez męża, gdyby on mnie nie wspierał. Znam ludzi, którzy walczą o swoje prawa. To młode rodziny. Nie pracują pojedynczo. Mój mąż jest matematykiem, analitykiem, a ja mam inny charakter i dlatego rzucam się w oczy. On jest bardzo interesującym człowiekiem, nie jednowymiarowym. Zajmuje się matematyką XXI wieku. Dużo rozmawiamy o religii i literaturze. Jest mi z nim niezwykle ciekawie. Szkoda, że moi rodzice nie są bojownikami, jak mój mąż. W zeszłym roku poszedł na zwiady do lasu i napadli na niego, nałożyli mu na głowę torbę, pobili, połamali żebra. Ale on się nie poddaje.

            Jewgenija sprawia wrażenie w pełni szczęśliwego człowieka, dużo się śmieje i, wydaje się, nigdy się nie martwi: „Mam wszystko, jestem socjalnie spełniona. Niczego mi nie trzeba. Ja po prostu chcę, by mój kraj był normalny. I bardzo się boję rewolucji w Rosji. Ale jeszcze bardziej obawiam się głuchoty władzy, bo ona doprowadza do rewolucji i zwyrodnienia”. Jewgenija otwarcie przyznaje, że bywają chwile, kiedy wraz z mężem czują się zmęczeni walką, i wtedy wydaje im się, że betonowej ściany nie można przebić głową. „Ale tu ma miejsce cud!” – ona wierzy w przemiany, wierzy w cud i w to, że ten cud ludzie mogą przybliżyć sami.
            Jewgenija Czirikowa, niewątpliwie, nie jest całkowicie normalna, jeśli dla porównania wziąć lękliwe życie maleńkiego człowieka.
 
Autor: Paweł Szeremiet.
Źródło: http://www.kommersant.ru/doc/1836774 (15.01.2012).
Data publikacji: 19.12.2011.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Wojska rosyjskie w Arktyce

Rosja tworzy wojsko arktyczne: w regionie sformowane zostaną dwie brygady Ministerstwa Obrony. Co będą ochraniać?

O idei utworzenia wojsk arktycznych po raz pierwszy zrobiło się głośno kilka lat temu. Została zapisana w „Podstawach polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w Arktyce do 2020 roku” – strategicznym dokumencie, zatwierdzonym przez prezydenta. Od tamtej pory władze nieustannie odżegnywały się od właściwej inicjatywy: jeszcze jesienią zeszłego roku przedstawiciel Rosji w Radzie Arktycznej Anton Wasiliew przekonywał społeczność światową, iż nie planuje się rozmieszczać w regionie żadnych specjalnych wojsk. I oto, okazuje się, plany mimo wszystko są: zgodnie z oświadczeniem ministra obrony Anatolija Serdjukowa, kwestia utworzenia dwóch arktycznych brygad jest obecnie omawiana w Sztabie Generalnym. Zgodnie z przewidywaniami samego Serdjukowa, brygady mogą zostać rozmieszczone w Murmańsku albo Archangielsku, a ich tworzenie będzie opierać się na doświadczeniu Finlandii, Szwecji i Norwegii. Co więcej, niedawno mówiono o tym, że wyspecjalizowane arktyczne oddziały będą rozwijać się na bazie 200-ej brygady strzeleckiej zmotoryzowanej, rozmieszczonej w Pieczendze (około 100 km od Murmańska). Eksperci wówczas przypuszczali, iż stanie się to polem dla ćwiczenia działań w poważnych warunkach. Ciekawe, że krajowi specjaliści z powodzeniem pracują i z osobliwym „arktycznym specnazem” – fokami. Zwierzęta te mogą nie tylko ochronić człowieka, ale, na przykład, komunikować się na głębokich wodach i nawet dają sobie radę z naruszycielami.

Co będą ochraniać arktyczne wojska? Cena przedsięwzięcia – przykładowo 25 procent ogólnoświatowych zapasów ropy i gazu, zalegających pod lodami Arktyki. Miejsca te są także bogate w ryby, a na tle globalnego ocieplenia Arktyka jest interesująca również jako nowy szlak transkontynentalny. W rezultacie stosunek świata do regionu gwałtownie się zmienił: pretenduje dziś do niego osiem krajów (Rosja, USA, Kanada, Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia i Islandia), i większość ekspertów jest pewna, iż bez demonstracji się nie obejdzie.

Zresztą, póki co Rosja nie może się niczym szczególnym pochwalić: według danych Centrum Wojskowego Prognozowania, dzisiaj na Północy Rosja posiada tylko dwie brygady – oprócz już wspomnianej brygady w Pieczendze to jeszcze brygada piechoty morskiej w Murmańsku. Co prawda kilka lat temu na rosyjskim wybrzeżu Oceanu Lodowatego zostało zwiększone ugrupowanie wojsk przygranicznych i nabyto statki ochrony przybrzeżnej, ale wciąż, jak uważają specjaliści, jest tego zbyt mało.

- Nasze granice z Arktyką są prawie w żaden sposób nie zamknięte, - wyjaśnia Konstantin Siwkow, pierwszy wiceprezydent Akademii Problemów Geopolitycznych. – Kanadyjczycy, dla przykładu, pretendują do o wiele mniejszych terytoriów, i dlatego wystarczą im trzy-cztery bataliony. Nam potrzebne są siły o wiele poważniejsze, ale dwie brygady – to około 10-12 tysięcy ludzi – to będzie całkowicie wystarczające.

Nie jest jeszcze wiadomo, jak przy obecnej ekonomii środków i deficycie poborowych brygady te zostaną utworzone. Ale kiedy rozmowy dotyczą takich zasobów i terytoriów, wiadomo, że nie idzie o ekonomiczne kwestie. Według opinii wojskowych o wysokich rangach, Rosja ma powody do obawy. Podczas obrad Kolegium Morskiego, które odbyło się w Narjan-Mar w ubiegłym tygodniu, głównodowodzący Floty Wojskowo-Morskiej Władymir Wysockij powiedział: Arktyka stała się obszarem interesów NATO. W regionie zaktywizowały się także i kraje wschodnioazjatyckie, takie jak Japonia i Chiny. Nasza odpowiedź, jak się okazało, będzie nie tylko wojskowa: w przyszłym roku Rosja, zgodnie ze słowami wice-premiera Siergieja Iwanowa, przedłoży komisji ONZ „normalną, naukowo uzasadnioną prośbę” o rozszerzenie granic szelfu – wyścig o Arktykę trwa.

Autor: Kiriłł Żurenkow.
Źródło: http://www.kommersant.ru/doc/1668330
Data publikacji: 11.07.2011.

sobota, 9 lipca 2011

Kaliningrad mostem między Rosją i Europą?

Solomon Izrailewicz Ginzburg (poseł Dumy Obwodu Kaliningradzkiego): Zachodnie wrota Rosji – Kaliningrad ma szansę stać się mostem pomiędzy Rosją i Europą.

Kwestia rozwinięcia stosunków Rosji z Unią Europejską jest dzisiaj jedną z najbardziej dyskutowanych. Formują się wokół niej jednak grupy interesów różniących się pod względem motywacji. O ile dla większości mieszkańców Rosji znajduje się ona gdzieś w obrębie dobrych życzeń na przyszłość, to dla Obwodu Kaliningradzkiego jest to kwestia życia i śmierci.

Kluczem jest mapa, jeśli na nią spojrzeć z biznesowego punktu widzenia. Na jakie rynki zbytu może liczyć kompania, która zdecydowała się produkować cokolwiek w Kaliningradzie? Rynki krajów UE, otaczających obwód ze wszystkich stron? Są przed nami zamknięte ze względu na liczne bariery, które latami wznosiła euro-biurokracja, chroniąca Unię przed ekspansją zewnętrzną. Rynek Rosji Centralnej? Oddzielony jest od nas dwiema granicami, a zatem czterema urzędami celnymi. Każdy region okazuje się bardziej od nas konkurencyjny z jednego tylko powodu. Wszystko, na co pozostało nam liczyć, to rynek wewnętrzny samego obwodu. Jednak jego pojemność póki co, niestety, jest zbyt mała dla jakiegokolwiek poważnego inwestora.

Czy można znaleźć sposób, by nasze towary dzisiaj znalazły swoich nabywców w Europie? Są dwa takie sposoby. Pierwszy – przedzierać się na terytorium europejskie poprzez ciernie standardów europejskich. Gra jest warta świeczki, ale to trudny i długi proces z mglistymi perspektywami. Jednakże jest i drugi, bardziej subtelny wariant. Jeśli, póki co, nie możemy sprzedawać Europejczykom nasze towary na ich ziemi, co przeszkadza nam robić to na własnej? Owszem, trudno jest wyobrazić sobie posiadaczy standardów europejskich, jadących na shopping do Riazania czy Tiumenia, albo nawet do Moskwy. Lecz Kaliningrad to inna sprawa: 30 km do granicy, krótszy czas przelotu do Warszawy, Berlina czy Sztokholmu, i bogaty wybór dróg – lądowych, morskich oraz powietrznych.

Dzisiaj Rosja deklaruje zamiar przejścia z Unią na reżim bezwizowy. Oznajmił o tym prezydent Miedwiediew, jest to dziś oficjalne stanowisko naszego kraju. Ale tylko na deklaracjach daleko się nie zajedzie. Niezbędny jest krok, wzmacniający naszą pozycję. Takim krokiem mogłoby stać się wprowadzenie jednostronnego reżimu bezwizowego w kwestii wjazdu do Obwodu Kaliningradzkiego obywateli Unii Europejskiej.

Istnieją już rosyjskie precedensy, które udowodniły swoją efektywność. Sankt-Petersburg, gdzie od kwietnia 2009 roku funkcjonuje reżim trzydniowego bezwizowego przebywania dla turystów z UE, doświadczył istotnego wzrostu liczby turystów z krajów sąsiednich. Tylko z Finlandii w 2010 roku przyjechało tam około 180 tys. turystów, a stan z kwietnia 2011 roku pokazuje, że liczba ta przekroczyła już 50 tys.

Kaliningrad, leżący o wiele bliżej względem stolic europejskich, dzisiaj nie może pochwalić się podobną dynamiką. I nic dziwnego. Nie tak dawno do naszej zatoki przypłynął wycieczkowy statek z Niemiec z 2000 turystów na pokładzie. Zaplanowano, iż dostaną oni sześć godzin na zwiedzenie zabytków miasta. W ciągu pierwszych dwóch godzin kontrola graniczna w porcie zdążyła przepuścić zaledwie 500 osób. Pozostali w efekcie postanowili pozostać na pokładzie statku. Gdyby ktokolwiek chciał specjalnie wyrządzić szkodę imidżowi Rosji, nie mógłby wymyśleć lepszego sposobu, by to uczynić.

Można zrozumieć obawy z powodu tego, iż polityka nadmiernej otwartości doprowadzi do dalszej izolacji od kraju i bez tego oderwanego od niej regionu. Lecz przecież jedyny sposób, by do tego nie dopuścić, to przekształcić Kaliningrad z zamkniętej eksklawy leżącej na uboczu w zachodnie wrota Rosji. W takim samym stopniu, w jakim dzisiaj Władywostok jest przede wszystkim jej wschodnimi wrotami, mostem między Rosją i krajami Azji. Kaliningrad posiada dziś wszelkie możliwości do tego, aby wypełnić analogiczną misję na Zachodzie – stać się mostem między Rosją i Europą, nowym „punktem wejścia” do Rosji dla krajów UE, dla mieszkańców Europy i dla europejskiego biznesu.

Do projektu ramowego porozumienia między Federacją Rosyjską i Unią Europejską koniecznie należy wprowadzić rozdział kaliningradzki. Trzeba zawrzeć w nim trzy bloki: ekonomia, wolność i bezpieczeństwo, wykształcenie i nauka. Obecność Kaliningradu w bazowej umowie rozwiązuje kwestię wspólnych reguł i norm, zabezpieczających kooperację, równość warunków konkurencji, swobodny ruch towarów, usług i kapitałów. Po identyfikacji więzi handlowych i inwestycyjnych określona zostanie baza prawna. Jest to ważny temat we wzajemnych stosunkach europejskiego i rosyjskiego systemu standaryzacji i technicznego uregulowania.

Modernizacja to wejście do współczesności. Problem leży nie w tym, by Kaliningrad dogonił sąsiednie Wilno i Warszawę pod względem standardu życia, a w tym, że, czy chcemy tego czy nie, Obwód Kaliningradzki odbierany jest w Europie jako galowa fasada Rosji. I jeśli fasada ta bardziej przypomina zapadły, złuszczony płot, to jest to problem wyłącznie samej Rosji.

Autor: Solomon Izrailewicz Ginzburg.
Źródło: http://www.ng.ru/politics/2011-07-08/3_kartblansh.html (wgląd: 9.07.2011).
Data publikacji: 8.07.2011.